.

Image Map

wtorek, 16 września 2014

#3 NIEDZIELNE ASANOWANIE - Adho Mukha Svanasana - Pies z głową w dół

No i znów przepraszam, że tak późno (tym razem aż o ponad dobę w sumie), ale ostatnie dni były peeełne wrażeń i niestety nie znalazłam czasu, żeby do Was zajrzeć. Wybaczcie!
Pod koniec małe wytłumaczenie, a już niedługo obszerny post na temat moich niedawnych rewelacji.

Dzisiaj chciałam opowiedzieć co nieco o asanie, która jest jedną z podstawowych pozycji i jest wykonywana najczęściej podczas praktycznie wszystkich zajęć jogi. Często występuje w dynamicznych sekwencjach w połączeniu z Urdhva Mukha Svanasana - Pies z głową do góry. Jest to pozycja regenerująca, dlatego podczas wykonywania całej serii asan pozostajemy w niej trochę dłużej, aby odpocząć.


ADHO MUKHA SVANASANA - PIES Z GŁOWĄ W DÓŁ


Wykonanie:

1. w klęku podpartym rozstaw nogi na szerokość bioder i podwiń palce stóp, dłonie ułóż na szekość ramion,.

2. Palce środkowe dłoni skieruj do przodu, wszystkie palce rozszerz. Dociśnij nasady palców do maty.

3. Wydech. Dociskając dłonie do maty odrewij kolana od maty i unieś pośladki do góry.

4. Staraj sę jak najbardziej wyprostować kręgosłup.

5. Kolana mogą być ugięte,  pięty oderwane od maty. Z czasem staraj się jak najbardziej unosic pośladki do góry jednocześnie prostując nogi i stawiając całe stopy na ziemii.

6. Głowa i brzuch rozluźnione.


Zalety:

Zmniejszenie bólu i sztywności pięt, tyłów nóg oraz ścięgin Achillesa

Wzmocnienie okolic kostek

Odpoczynek, regeneracja

Rozciągnięcie kręgosłupa, bioder, ramion, tyłów nóg

łagodzenie bólu głowy


Przeciwwskazania:

Zaawansowana ciąża

Biegunka

Bardzo wysokie ciśnienie

Zespół cieśni nadgarstka

_________________________________________________________________________________

A mała podpowiedź dlaczego m.in. nie zdążyłam wcześniej śpi właśnie obok mnie :





BUZIAKI !!! :*

sobota, 13 września 2014

Gwidoszowie i to słowo na d...

Nie wiem czy tylko ja tak mam, ale jak się wciągnę w jakąś książkę, to nie oderwiecie mnie od niej w żaden sposób. "Dwie Marysie" zaczęłam czytać chyba 3 dni temu, przeczytałam 5 stron i jakoś jeszcze nic nie ruszyło. Dziś rano postanowiłam przeczytać jeszcze parę stron, co by sprawdzić czy ukochana Pani Ewa się nie wypaliła... no i... dlaczego te książki się tak szybko kończą? W ogóle dlaczego się kończą. Czytając nie mogę doczekać się zakończenia, a jak nadejdzie to mi się chce płakać...
Na szczęście Ewa Nowak zadbała o swoich czytelników i w miarę regularnie wydaje kolejne części serii miętowej. Ja posiadam ich 12. Teoretycznie, bo prawie wszystkie wywędrowały do cioć, wujków, koleżanek, sióstr... Brakuje mi tylko książki "Mój Adam", ale jakoś nie mogę jej upolować.



Książka "Dwie Marysie" nawiązuje do kilku wcześniejszych części, przez co sprawia, że czujemy się z nią jeszcze bardziej związani i chcemy przypomnieć sobie jak to wszystko wyglądało wtedy. I po raz kolejny sięgamy po poprzednie części. To tak jakbyśmy wspominali nie tylko bohaterów książki, ale naszych starych znajomych. Jakbyśmy przeżyli z nimi te kilkanaście lat potem jakiś czas się nie widzieli i teraz spotkali się na herbatce i wysłuchiwali co u nich ostatnio słychać.

Ale od początku...

Seria miętowa rozpoczęła się od książki "Wszystko tylko nie mięta", w której poznajemy rodzinę Gwidoszów - rodziców Joannę i Mariusza oraz ich dzieci Kubę, Mariannę i Marysię. No i oczywiście Pies, czyli kot oraz Łapa, czyli pies. Przeżywamy z nimi ich problemy i kłopoty życia codziennego. Już w tej części zdążyliśmy polubić wszystkich bohaterów, z niektórymi wręcz się utożsamiamy, porównujemy swoje życie, swoje problemy z nimi, zastanawiamy się jak my zachowalibyśmy się w ich sytuacji, wyciągamy wnioski. Czytamy tak naprawdę o życiu zwykłych ludzi, przeciętnej rodziny z niesamowitym poczuciem humoru i świetnym podejściem do siebie nawzajem. Możemy się naprawdę wiele od nich nauczyć. A co najlepsze, czyta się o nich z ciągłym bananem na twarzy, co chwilę wybuchając szaleńczym śmiechem. No, przynajmniej u mnie tak to wygląda :)

Kolejne części opowiadają o życiu innych rodzin, często jednak łączą się ze sobą. Ktoś się z kimś przyjaźni, ktoś się w kimś zakochał, ktoś jest czyjąś siostrą. Czasem w ogóle nie spodziewamy się, czyje losy połączą się w kolejnej części. Aż chce się powiedzieć... ale ten świat jest mały! Wszystko wygląda jak w prawdziwym życiu.

Przez to, że Gwidoszów poznałam jako pierwszych i chyba najczęściej przewijają się przez kolejne tomy mam do nich największy sentyment. Albo po prostu najbardziej ich lubię. W każdym razie, gdy okazało się, że ostatnio wydana część opowiada znów o ich rodzince, musiała się ona znaleźć w mojej biblioteczce. No i w sumie przeleżała tam z miesiąc nim się do niej zabrałam. A szkoda, bo książka jest świetna. Opisuje przede wszystkim nastoletnią już Marysię ( tą która w pierwszej części miała chyba 3 latka) i jej burzliwy okres d...ojrzewania. W międzyczasie do rodzinki zdążyła dołączyć teraz już 11-letnia Celinka i kolejny kociak Cacuś. Spotkamy też wielu bohaterów, z którymi mieliśmy okazję poznać się między innymi w książce "Diupa" i "Niewzruszenie".

Ale co ja Wam będę tu opowiadać. Oderwać się w końcu od monitora i już... do biblioteki czy do księgarni! Dajcie się Ewie Nowak zaczarować. Warto!

Ja tymczasem biorę się za rysowanie. Jeszcze mnóstwo roboty przede mną. Niby jeszcze wakacje, ale już na pierwsze zajęcia z rysunku musimy mieć przygotowane po 30 prac. No najwyższy czas się za nie zabrać...

A jutro mecz naszych siatkarzy i nareszcie powitanie Lwa!! <3

Buźki!!

czwartek, 11 września 2014

Śniadanie i kukułcze jajo

Zjadłam dzisiaj jedno z moich ulubionych śniadań. Nie wiem czy już Wam wspominałam, ale jestem miłośnikiem jajek. Pod każdą postacią. Dzisiaj padło na kanapki z pastą jajeczną. Mistrzostwo świata po prostu. Przepis jest banalnie prosty i oczywiście można go modyfikować do woli, ja jednak najbardziej lubię ją w tej wersji (ilość składników zależna oczywiscie od tego ile chcemy otrzymać pasty, ja dziś robię tylko dla siebie):

Składniki:
- jajko (jedno duże lub 2 małe)
- majonez jedna mała łyżka
- odrobina musztardy
- sól
- pieprz
- słodka papryka
- ostra papryka

Przygotowanie:

1. Gotujemy jajka na twardo.
2. Obieramy jajka i kroimy w drobną kostkę (ja zazwyczaj po prostu ugniatam je widelcem, łatwiej i szybciej).
3. Dodajemy majonez, musztardę oraz przyprawy. Mieszamy.
4. Nakładamy na kanapki. Ja dzisiaj dolozylam do tego pomidorka, ale cudownie smakuje też np. z łososiem ;) Można kombinować do woli!
5. Smacznego!!






No dobra, a teraz o co chodzi z tym kukułczym jajem?

Zdobyłam je kupując parę miesięcy temu w Toys4boys jako dodatek do prezentu dla P. ( z jakiej okazji? Zabijcie, ale nie pamiętam... ) . Kukułcze jako to nic innego jak - eggtimer - . Świetna sprawa! Zawsze mieliśmy problem z pilnowaniem czasu gotowania się jajek i rzadko kiedy udawało się nam ugotować je tak jak chcieliśmy. Miało być na miękko,  wyszło na twardo. Standard. A to młe cudeńko genialnie rozwiązało ten problem.


Sposób użycia:

Opłukane Kukułcze jajo włożyć razem z jajkami do wody i zagotować. Zacznie ono zmieniać swoją barwę w zależności od stopnia ugotowania jajek. Po użyciu poczekać aż ostygnie, przepłukac wodą i odstawić do wyschnięcia. Taadaaa. Ot cała filozofia :)

Tak wygląda przed użyciem:


Tak jeśli chcemy jajko na półmiękko:


Tu już prawie na twardo:


Takie już będzie dobrze na twardo:


A tu już stygnie:




Naprawdę polecam. Bardzo przydatny gadżet w kuchni :)

PS. Już tylko 3 dni do odbioru Lwa!!!

wtorek, 9 września 2014

5 małych rzeczy...

Leniwy dzień.

Dziwnie się śpi samemu. To łóżko takie ogromne.
Wstaje rano jak nikogo nie ma w domu. Dom taki pusty, cichy.

Czas zrobić coś dla siebie!



1. Poranna półgodzinna praktyka Vinyasa Flow Intermediate .
Świetnie rozbudza i daje porządnego kopa! Tak, tego mi było trzeba. Nie ma leniuchowania!
Salamba Sirsasana sama się nie wyćwiczy.




2. Chłodny prysznic. To co tygryski po ćwiczeniach lubią najbardziej. Odświeżenie, rozbudzenie. Uwielbiam naprzemienny zimny-ciepły prysznic. Skóra się tak cudownie napina, ujędrnia. Całe ciało się pobudza.

3. Paznokcie, czyli to czego nienawidzę, ale jest koniecznością. Nie no, żebyście nie uznali mnie za jakieś dziwadło, uwielbiam mieć ładne, zadbane paznokcie tyle, że one tego nie chcą! Cokolwiek bym z nimi nie robiła, odżywki, lejki, kremy i tak się łamią i rozdwajają. Ale cóż. Próbuję dalej. Może jakieś porady?

4. Dwie Marysie, Ewa Nowak. Nie wiem czy już wspominałam, ale jestem nałogowym czytaczem a Ewa Nowak to jedna z moich ulubionych autorek. Z zawodu jest pedagogiem-terapeutą a z zamiłowania pisze świetne, zabawne i pouczające książki dla młodzieży. Pisze o życiu zwykłych ludzi, o ich problemach i dylematach. A opisuje wszystko z takim humorem, że czytamy jej książki z nieustającym uśmiechem n ustach. Dwie Marysie to dotychczas ostatnia książka z serii miętowej, którą pokochałam od pierwszego przewrócenia kartki. Historie opisane w poszczególnych tomach w pewnien sposób łączą się ze sobą, jednak spokojnie można traktować je osobno. Polecam jednak czytać po kolei, bo niektóre wątki łatwiej wtedy zrozumieć.

5. Pierwsze kocie zakupy! Już w niedzielę dołączy do nas Lew. I  powoli zaczynam składać dla niego wyprawkę. Zaczęłam od transportera, bo w końcu muszę jakoś go dowieźć bezpiecznie do domu. Poza tym z racji tego, że aktualnie mieszkam w Warszawie, ale rodzinkę mam w Płocku, będziemy czasem podróżować, dlatego będzie potrzebował bezpiecznego "środka transportu". Mam nadzieję, że mu się spodoba. Teraz potrzebuję jeszcze kuwety,miseczek, jakiegoś drapaka no i w sumie... może się wprowadzać! :) Macie jeszcze jakieś pomysły, czego może potrzebować w nowym domu mały kociak?

Buziaki!!

niedziela, 7 września 2014

#2 NIEDZIELNE ASANOWANIE - Toe Stand Pose - Padangusthasana Padma Utkatasana

Od razu przepraszam, że tak późno, ale był dziś szalony dzień! Spędziłam piękny poranek na Zielonym Jazdowie w towarzystwie 200 joginów i joginek na I Warszawskim Festiwalu Jogi!! Było świetnie i niebawem możecie spodziewać się relacji z imprezy na blogu. Potem obiadek urodzinowy P. i zakupy!! Po powrocie do mieszkania jeszcze krótka praktyka i kolejny dzień wyzwań na INSTAGRAMIE :)

Dzisiaj pozycja, która dla odmiany wydaje się łatwa, a jak przyjdzie nam ją wykonać to kurcze jakoś nie idzie :) Cała jej trudność polega na tym, aby wchodzić w nią powoli, spokojnie i starać się... utrzymać równowagę, co ja samo zobaczycie wcale nie jest takie proste. Ale kilka prób i w końcu się uda, jak zawsze. Najważniejsze to NIE PODDAWAĆ SIĘ!!

PADANGUSTHASANA PADMA UTKATASANA


Wykonanie:

1. Stań w Tadasanie (Wyprostowany, stopy złączone, barki opuszczone, całe ciało napięte).

2. Stań mocniej na prawej stopie, podnieś lewa nogę uginając kolano i połóż stopę na szczycie prawego uda. W tym samym czasie nieznacznie ugnij prawe kolano. Wyciągnij plecy, kość ogonowa w dół. Rozciągnij się chwilę w tej pozycji.

3. Wdech. Ręce wyprostowane unieś nad głowę. Wydech. Połącz dłonie i opuść je na wysokość klatki piersiowej.

4.Ugnij bardziej prawe kolano, pochyl się do przodu, jednocześnie prostując kręgosłup. 

5.Jeśli dasz radę kucnij na prawej nodze opierając piętę pomiędzy kośćmi pośladkowymi. Możesz oprzeć się dłońmi o podłogę. Gdy już złapiesz równowagę złóż spowrotem dłonie na klatce.

6.Zostań w pozycji kilka sekund. Na wydechu wróć do pozycji stojącej i uwolnij ugiętą nogę. Rozluźnij nogi.

7. Powtórz to samo na drugą stronę.



Zalety:

wzmacnia kostki

poprawia równowagę i koncentrację

uelastycznia biodra


Wrzeciwwskazania:

uszkodzenia kostek lub kolan

_________________________________________________________________________________
Taadaaaaa :) Nie było tak ciężko co? Teraz tylko trochę poćwiczyć, żeby udało się w końcu wejść w pozycję bez podpierania się o podłogę. Ta pozycja świetnie ćwiczy równowagę i pozwala lepiej się skupić. Bawcie się dobrze!!!!

Buziaki i do kolejnej niedzieli!! :*

sobota, 6 września 2014

Tarta z kurczakiem, cukinią i papryką

Postanowiłam wczoraj upichcić jakiś zdrowy obiadek i tak dla odmiany wymyśliłam sobie tartę.
No dobra, po prostu miałam w lodówce ciasto francuskie i nie wiedziałam co z nim zrobić.
W internecie można znaleźć miliony przepisów, i nie wiem, czy ja nie potrafię dobrze szukać, czy po prostu jestem strasznie wybredna, ale jakoś nie potrafiłam znaleźć żadnego, który zadowoliłby moje rozpieszczone kubki smakowe i jednocześnie dogadał się ze składnikami, które zamieszkiwały akurat moją lodówkę.
Tak więc postanowiłam zaimprowizować. I powiem Wam, że wyszło przepysznie. Nawet rozwydrzony kulinarnie P. nie marudził. (Prawie) Perfekcyjna Pani Domu!

Przepis nie jest jakiś wyszukany, a składniki górnolotne, więc nie oczekujcie cudów. Zwłaszcza, że dopiero zaczynam bawić się w gospodynię domową (jeeej jak to brzmi). Ale i tak jestem dumna, że wszystko sama wymyśliłam, przygotowałam i w dodatku wyszło naprawdę smacznie! :)

Składniki (2 porcje):
- ciasto francuskie
- 1 pierś z kurczaka
- pół papryki
- pół cukinii
- pół cebuli
- 4 jajka
- kawałek nietłustego boczku (dla smaczku)
- 100 ml jogurtu naturalnego (może być też śmietana)
- sól
- pieprz
- słodka i ostra papryka
- przyprawa do kurczaka
- oliwa
- 20 dag sera żółtego

Przygotowanie:

1. Pierś pokroić w cienkie plasterki, obtoczyć w przyprawie do kurczaka i delikatnie podsmażyć na oliwie. Tylko tak, żeby zrobił się biały po obu stronach (dzięki temu po upieczeniu będzie bardziej soczysty).

2. Paprykę i cebulę pokroić w cienkie paski, cukinię w plastry a boczek w małą kosteczkę i też lekko
    podsmażyć (dzięki temu będą bardziej miękkie).

3. Jajka roztrzepać (rozbełtać, skłócić - jak kto woli).

4. Ciasto francuskie rozprowadzić w naczyniu do tarty i lekko posmarować odrobiną roztrzepanych jajek. Wstawić na 4-5 min do rozgrzanego do 200 stopni piekarnika ( można położyć na nie folię do pieczenia i nasypać trochę np. fasoli, żeby ciasto nie urosło zbytnio w na środku ).

5. Resztę jajek wymieszać z jogurtem i doprawić solą, pieprzem, słodką i ostrą papryką.

6. Po 5 min wyjąć ciasto z piekarnika, poczekać chwilkę aż lekko ostygnie i wyłożyć na nim kurczaka i warzywa . Wszystko polać jajecznym sosem oraz posypać startym serem.

7. Wstawić do piekarnika na ok. 20 min.

8. Voila! Smacznego! :)








piątek, 5 września 2014

5 dni z WYZWANIAMI

Już od 5 dni biorę udział w wyzwaniach na INSTAGRAMIE i razem z innymi zapalonymi joginami ćwiczę codziennie i wstawiam fotki pokazujące kolejne pozycje.

A teraz trochę o tym czym i po co są takie wyzwania.

Generalnie nie chodzi o to, żeby zmierzyć się z innymi jak w jakimś konkursie. Nie jest to test sprawdzający kto ile potrafi. Yoga jest to osobista droga każdego z nas, a że każdy jest inny to i droga będzie różna. Zwłaszcza, że zaczynamy też na różnych poziomach. Ciężko jest więc się ze sobą porównywać. A te wyzwania są dla każdego! Zarówno tych już doświadczonych, ćwiczących juz od kilku lat joginów jak i dla tych, którzy dopiero chcą zobaczyć czy tak naprawdę ta yoga jest.

Mamy zmierzyć się sami ze sobą. Stawać się coraz lepsi. A dzięki takim akcjom mamy więcej motywacji. Możemy też poznać wiele wspaniałych ludzi i jeszcze bardziej się zainspirować.
Mamy dzielić się swoją pasją i swoim szczęściem. I w międzyczasie świetnie się bawić!

A Ci wszyscy ludzie biorący udział w tych zabawach są tak pozytywni, zwłaszcza "gospodarze". Potrafią tak świetnie zmotywować i poprawić humor każdemu... Aż chce się ćwiczyć jeszcze więcej, żeby im dorównać. Nie tylko w pozycjach, w rozciągnięciu, czy sile. Ale właśnie w tej harmonii, szczęściu i pozytywnej energii, którą rozsiewają dookoła i którą aż chce się chłonąć. Piękna sprawa!

I taka właśnie jest YOGA!! Uczy nas pokory, pozwala się wyciszyć i zrelaksować, daje uczucie wewnętrznej równowagi, a jednocześnie ćwiczy nasze ciało, sprawia, że jesteśmy zdrowsi, szczęśliwsi i chcemy dzielić się tym wszystkim z innymi.
I jak tu jej nie kochać? :)













NAMASTE!!